Ostatnio męczy mnie okrutnie ochota na jakiś wyjazd, tak nawet na weekend… Po prostu na chwilę wyrwać się do słońca, powłóczyć się wąskimi uliczkami, nacieszyć oczy jakimiś zacnymi widoczkami, a na kolację wsunąć wielki talerz tapasów i podelektować się winkiem? Na razie ta ochota u mnie musi pozostać w fazie marzeń, ale za to Wam gorąco polecam na zimowo/ wiosenny city break… MADRYT!

Bez zbędnego przedłużania, poniżej znajdziecie kilka praktycznych informacji na temat zwiedzania stolicy Hiszpanii plus przewodnik kulinarny – bo jedzonko to zdecydowanie główny punkt madryckiej wycieczki 🙂

Pogoda w zimie

Byliśmy w Madrycie pod koniec grudnia i pogoda w ciągu dnia była bardzo przyjemna – kilkanaście stopni Celsjusza plus mocne słońce. W parku siedzieliśmy w pełnym słońcu w samych koszulkach. Wieczór jeszcze był przyjemny, ale w nocy robiło się dość zimno, zdecydowanie na siedzenie w lokalu. Poranek też raczej na kurtkę i czapkę – dopóki nie zaczęło grzać słonko – wtedy już upał. Tak czy siak – myślę, że warto, na pewno można trochę podładować się słońcem, turystów mało, ceny przystępne, i to nie tylko na miejscu, ale i samych lotów – na spokojnie i bez większych promocji kupicie bilety za 200 zł w obie strony.

Dzielnice Madrytu i główne atrakcje

W centralnej części Madrytu wszystko jest dość blisko siebie, z metra korzystaliśmy tylko po to, żeby dotrzeć z lotniska do miasta i z powrotem, tak to wszędzie na piechotę. Mieszkaliśmy w dzielnicy La Latina, którą Wam zdecydowanie polecam! Jest jedną z najstarszych madryckich dzielnic, leży w miejscu, gdzie dawniej istniała arabska cytadela. Znajdziecie tu piękne kamienice, wąskie uliczki i niezliczoną ilość fantastycznych tapas barów. Najbardziej popularna ulica La Latiny to Cava Baja – tapasowe zagłębie, prawdziwy raj dla tapasożerców!  

Klimatyczne uliczki La Latiny w nocy…
…i piękne kamienice w blasku słońca 🙂

Na wschód od La Latiny rozciąga się dawna dzielnica imigrancka Lavapiés. Obecnie działa tu wiele sklepików, barów, knajp i restauracji prowadzonych przez imigrantów. Jest gwarno, tanio, smacznie i egzotycznie 🙂 Tuż obok leży Barrio de las Letras – dzielnica artystyczna, z bogatym życiem nocnym o pełnym przekroju – od tanich barów i “okienek” sprzedających nocne browarki, po stylowe miejscówki i eleganckich nocnych fryzjerów.

Barrio de las Letras i jej artystyczna dusza

Z La Latiny bez problemu dostaniecie się też do ścisłego centrum, czyli Sol – tu znajdują się najważniejsze miejskie atrakcje jak Plaza Mayor czy Puerta del Sol. Idąc dalej na północ dojdziecie do głównej ulicy Madrytu czyli pełnej sklepów Gran Via. Na północ od reprezentacyjnej Gran Via położone są dwie kultowe dzielnice – Chueca i Malasaña.

Klimacik w centrum Madrytu

Malasaña to imprezowe centrum miasta, dzielnica hipsterów i artystów. Chueca z kolei to miejsce, gdzie na każdym rogu traficie na kolorowe tęczowe flagi 😉 Idąc dalej dotrzecie w rejony studenckie dzielnicy Argüelles, a co za tym idzie znajdziecie tam sporo fajnych i tanich barów oraz przyjemny klimacik.

Malasana i jej ciekawe, artystyczne, uliczne instalacje 🙂

Kierując się z kolei na wschód od Sol traficie do Parku Retiro, czyli najbardziej popularnej madryckiej oazy zieleni i spokoju. To miejsce idealne na piknik w pełnym słoneczku, oczywiście z sangrią pod ręką 🙂 W samej dzielnicy Retiro znajduje się m.in. zapełniona muzeami ulica Paseo del Prado.

Park Retiro i Pałac Kryształowy

Na południe od parku jest z kolei główny dworzec Madrytu – Atocha – gdybyście byli w okolicy to zajrzyjcie do hali głównej, gdzie pod szklanym dachem jest prawdziwa dżungla 🙂

Gdzie i co zjeść?

Madryt to prawdziwy raj dla łasuchów! Przede wszystkim dla fanów tapasów, czyli tradycyjnych hiszpańskich przekąsek do winka, ale też dla wielbicieli słodkości (churrosssss!) i błogiego wermutu… 🙂 No to lecimy z tematem, gdzie warto zajrzeć i wrzucić coś na ząb, stestowane oczywiście na sobie:

La Casa de Las Torrijas – w samym centrum, dostaniecie tu tradycyjne torrijas, czyli słodkie ciasto namoczone w mleku i miodzie, zapieczone na głębokim tłuszczu – totalny obłęd rozpływający się w ustach. A do tego tradycyjnie wypija się szklaneczkę mocnego słodkiego wina. Tak, nawet na śniadanie przed pracą 🙂

Torrijas – ni to pączek, ni to ciasto, ni to bułka… Jedno jest pewne – torrijas to niebo w gębie!

Mercados (np. de San Miguel, de San Anton, de la Cebada) – to typowe hiszpańskie centralne miejsca spotkań i wyżerki popijanej winkiem czy piwkiem. Są to przestronne hale targowe z różnymi stoiskami – w niektórych z nich, jak np. w Mercado de San Miguel, znajdziecie same knajpki i bary (jak nasze Koszyki).

W Mercado de San Miguel zawsze jest czas na wermucik 🙂

W innych, jak np. w Mercado de la Cebada, oprócz tego, że dobrze zjecie w knajpie, to na straganach kupicie też lokalne sery, wędliny, owoce, warzywa, pieczywo. Praktycznie w każdej dzielnicy znajdziecie takie miejsce – polecam wstąpić 🙂

Mercado de la Cebada z zewnątrz

La Campana – kultowe miejsce madryckich kanapek z kalmarami, tuż przy głównej atrakcji turystycznej Plaza Mayor. Polecam, kanapka jest mega, ilość chrupiących kalmarów jak dla mnie sztos! Miejscówka ma lokalną duszę mimo lokalizacji, zresztą od razu widać po kolejce lokalsów – na kanapki czekają zarówno panowie w garniakach, jak i robotnicy, policjanci, stare babule, studenciaki, czy rodzinki 🙂

Duuuuużo kalmarów!

Los Artesanos 1902 Chocolate – tuż obok super popularnej churreri San Gines, zdecydowanie mniejsza kolejka i wydała nam się bardziej lokalna. Churrosy, czyli tradycyjne hiszpańskie smakołyki w postaci pokręconych wałków ciasta, smażonych w głębokim tłuszczu, są tutaj wyrabiane na oczach kientów. Z zewnątrz mega chrupiąca skórka, w środku mięciutkie ciacho, obowiązkowo zjadamy od razu, jeszcze gorące i dopiero co wyjęte z kociołka. A dla wyjątkowych łasuchów polecam opcję z dodatkiem czekolady do maczania… Być w Hiszpanii i nie spróbować churrosów to prawdziwy grzech! Uwaga na tłumy – w niedzielę było bardzo tłoczno i stolik dawali tylko do zamówienia churrosów z czekoladą – my wzięliśmy bez, więc trzeba było zjeść w drodze. I tak było pycha.

Tak wygląda proces powstawania tych pyszności 🙂
A tak proces zjadania 🙂

Taberna La Concha – wspaniały tapas bar na sławnej Cava Baja, znajdziecie tutaj najlepszy wermut ever, pysznie podany z gigantyczną oliwką ze śledzikiem na przekąskę. Lokalnie, gwarno, klimatycznie – moje ulubione madryckie miejsce na tapas i szklaneczkę.

La Cabra en el Tejado – trafiliśmy tu przypadkiem późnym wieczorem. Typowo studencki bar w La Latina, ceny bardzo przyjazne – m.in. piwko za 1€. Wyróżnia ich ogromny wybór tanich tapasów VEGE (!) – co w Hiszpanii raczej jest rzadkością, do tego boskie ciasta, a nawet kilka fit pozycji!

Taberna Gerardo – polecam serożercom… Wermut nie taki ekstra jak w La Concha, ale za to te sery… Mmmm 🙂 Zresztą spójrzcie sami!

Do kilku miejsc, które mieliśmy na celowniku nie udało nam się dotrzeć z różnych względów. Nasz pobyt w Madrycie to było zaledwie 1,5 dnia, z czego kilka dobrych godzin zeszło nam na wygrzewaniu się w Parku Retiro – było tak miło, że żadna siła nie mogła nas stamtąd wyciągnąć. Także trochę miejsc zostało do sprawdzenia – trzeba będzie wrócić 🙂 Poniżej znajdziecie miejscówki, których nie sprawdziliśmy osobiście, ale myślę, że warto zajrzeć:

Churreria Santa Ana – niepozorna miejscówka w La Latina, która serwuje podobno bezkonkurencyjne churrosy! Niestety na smakołyki z Churreria Santa Ana się nie załapaliśmy, bo byliśmy za późno. Także uwaga na godziny otwarcia – tylko od 5 rano do 10!

Następnym razem zdążymy!!!

Churros San Gines – najbardziej znana churreria, bardzo turystyczna i bardzo oblegana – kiedy zobaczyliśmy kolejkę, to zrezygnowaliśmy… Ale kto wie, może warto było poczekać?

El Botin – najstarsza restauracja na świecie! Myślę że warto zajrzeć, jeśli Wasz budżet na to pozwala, z zewnątrz wygląda elegancko, ale w starym dobrym stylu. My się nie skusiliśmy, bo mieliśmy zbyt napięty grafik i nie chcieliśmy tracić dnia na zasiadanie w restauracji. Ale następnym razem na pewno zajrzymy!

Elegancja w starym stylu w El Botin

Juana La Loca – chyba najpopularniejszy tapas bar w La Latinie, opinie zbiera super, my utknęliśmy jednak w boskiej La Conchy 🙂

Casa de Granada – legendarna madrycka restauracja, z pięknym widokiem z tarasu, podobno, żeby się do niej dostać, trzeba być uważnym, bo nie ma żadnych oznaczeń z ulicy, a co więcej trzeba do niej dzwonić domofonem, niczym do mieszkania 🙂

El Arrozal – podobnież najlepsza paella w mieście 🙂 Nie wybraliśmy się w końcu, bo nie było po drodze i stwierdziliśmy, że aktualnie i tak jesteśmy zbyt zakochani w paelli, którą jedliśmy na Gran Canarii… Ale kolejny raz na pewno nie ominiemy!

Para comer bien y barato, czyli żeby zjeść dobrze i tanio 🙂 W tym celu warto odwiedzić Madryt, oj WARTO!