Powoli nadciąga zima, czyli okres cierpień dla ciepłolubnych stworzeń, ale jednocześnie wspaniały czas na zorganizowanie sobie wakacji w tropikach! Jeśli taki pomysł plącze Wam się gdzieś po głowach, to polecam Malezję! Poniżej znajdziecie filmik z naszej wyprawy – zobaczcie czego można doświadczyć w tym egzotycznym kraju!

Porwał Was wyjazdowy duch? W takim razie przeczytajcie praktyczny mini przewodnik po Malezji i planujcie ucieczkę od zimna!

1. Komu spodoba się Malezja?

Malezja dzieli się zasadniczo na dwie części: kontynentalną, która graniczy na północy z Tajlandią, i północną część Borneo, graniczącą z Indonezją. Malezja kontynentalna na pewno będzie fajnym kierunkiem dla początkujących podróżników – jest wygodna i łatwa w obsłudze w porównaniu do innych krajów pod kilkoma względami:

  • w większości miejsc brak problemu z dogadaniem się po angielsku
  • brak naciągaczy, żebraków itd (my nie spotkaliśmy)
  • duże miasta są jak europejskie: w sklepach jest wszystko, na ulicach jeżdżą normalne samochody i przyzwoite autobusy, większość hosteli i kwater w miejscach turystycznych jest w „europejskim” standardzie
  • super jedzenie, dużo, tanio, różnorodnie, świeżo, wszędzie, bez oszukaństwa i wyciągania kasy od turystów
  • bardzo tanie loty po kraju, można na spokojnie sporo pozwiedzać w komfortowych warunkach
  • praktycznie wszędzie są Ubery albo Graby (taka wersja azjatycka) – jeśli nie lubicie, nie trzeba się targować z taksówkarzami

A więc jeśli chcesz uciec od polskiej zimy i skosztować tropików, pięknych plaż, duuuużo ciepła i trochę pozwiedzać, ale dopiero zaczynasz podróżnicze przygody i obawiasz się czy azjatycki chaos Cię nie przerośnie – to spokojnie, Malezja jest idealna na pierwszy raz 👌

Jeśli natomiast chodzi o malajską część Borneo, to miejsce jest warte odwiedzenia nawet przez wytrawnych podróżników – tutaj znajdują się zupełnie dziewicze lasy równikowe (coraz więcej z nich niestety jest karczowana pod uprawę palmy olejowej), zapomniane wioski pośród dżungli, tropikalne rzeki i mnóstwo dzikich zwierzaków takich jak: nosacze, słonie karłowate, lamparty, krokodyle, węże, jaszczury i moje ukochane orangutany:

2. Co warto przemyśleć przed wyjazdem

  • odporność na azjatycki rozgardiasz – tak jak pisałam, w Malezji jest go o wiele mniej niż gdzie indziej, np. na Filipinach, ale jednak to nadal są te klimaty – w hostelu może Ci się trafić łazienka w postaci mini kibelka i prowizorycznego prysznica tuż nad nim, na pięknej plaży możesz znaleźć wysypisko śmieci, jest też całkiem możliwe, że zobaczysz gdzieś pająka, karalucha, jaszczura czy biedne bezdomne i wychudzone pieski
  • alkohol – jeśli nie wyobrażasz sobie wyjazdu bez ostrego łojenia to w Malezji wydasz majątek – to kraj muzułmański (aczkolwiek bardzo lajtowy i tolerancyjny) i alkohol jest tu wysoko opodatkowany, więc piwko jest dość drogie (ok 10 zł), a mocny alkohol ciężko dostać (poza turystycznymi barami w dużych miastach). Oczywiście kupno flaszki nie jest niemożliwe, wystarczy spytać w sklepiku u Hindusa, najpewniej bardzo chętnie sprzeda bimberek spod lady – koszt to ok. 40-50 zł, aczkolwiek nie pachnie zbyt ładnie 🙂 Tańszy alkohol jest za to na wyspie Langkawi (strefa bezcłowa) i Tioman.
  • Pogoda – jeśli wakacje są dla Ciebie stracone, kiedy nie ma totalnej lampy to lepiej wybierz inny kierunek 🙂 Pogoda w Malezji jest 100% tropikalna, nieprzewidywalna, kapryśna i zależna od monsunów, a niebo często jest lekko szarawe jakby za mgiełką – ja osobiście kocham słońce, a zupełnie mi to nie przeszkadzało, bo nawet jak lał masakryczny deszcz to i tak było wspaniale cieplutko, ani myśleliśmy żeby schodzić z plaży:

3. Atrakcje turystyczne

Przejdźmy do konkretów czyli, co faktycznie można w Malezji zobaczyć (nie wszystkie miejsca udało nam się odwiedzić, ale podrzucam wyniki moich przedwyjazdowych poszukiwań):

➡️ Malezja kontynentalna:

  • Plaże – znajdziecie ich tutaj całe mnóstwo, ale uważa się że najlepsze są na okolicznych wyspach. Wyspy wschodniego wybrzeża z najlepszymi plażami to Perhentian Kecil i Besar (na zdjęciu poniżej), Kapas, Redang, Lang Tengah, Tioman, natomiast z zachodniego – Langkawi i Pangkor Laut. Wybór wybrzeża i wyspy najlepiej uzależnić od pory monsunu.

  • Dżungla – najbardziej popularna jest Taman Negara w samym centrum Malezji – nie byliśmy, ale podobno to jedna z najstarszych dżungli świata. Można tam dotrzeć zarówno na własną rękę, jak i w ramach wycieczki – można w niej nawet spędzić noc w jaskini razem z dzikimi zwierzakami! Jeśli Taman Negara nie będzie Wam po drodze (jak nam) to nic straconego – tropikalne lasy znajdziecie też w wielu innych miejscach w Malezji.

  • Wzgórza herbaciane Cameron Highlands – ciągnące się na ogromnym obszarze soczyście zielone wzgórza porośnięte tropikalnym lasem i krzaczkami herbaty, dużo tras trekkingowych, chłodniejszy i bardziej górski klimat, jedna z najbardziej znanych atrakcji turystycznych, więc bez problemu można tu dotrzeć na własną rękę lub z wycieczką.
  • Wyspa Penang – tutaj przylatuje spora część samolotów (m.in. nasz), region ten uważa się za jedzeniowy raj i nie sposób się nie zgodzić 😀 Warto zatrzymać się na chwilę w kolonialnym George Town (na zdjęciu poniżej), czyli malajskiej stolicy street artu, wybrać się na wycieczkę do okolicznej dżungli Taman Negara Pulau Pinang i odwiedzić złośliwe małpiszony na tropikalnej plaży Monkey Beach.

  • Kuala Lumpur – stolica Malezji, a dla mnie stolica kontrastu – przeogromne wieżowce i lepianki z dodatkiem blachy falistej, wypasione hotele z basenami na dachu i domy bez łazienki, bogate knajpy z Chińczykami pożerającymi homary i ogromne bazary z żarciem za bezcen, luksusowe sklepy i stragany z wszelkimi możliwymi podróbami, gigantyczne autostrady przez środek miasta, a obok gruntowe dróżki… Warto doświadczyć, aczkolwiek ja dość szybko chciałam wyjeżdżać 🙂

  • Ipoh – mało znane wśród turystów, kolonialne miasteczko z bardzo dobrą kuchnią, popularną białą kawą, a w okolicy znajdują się świątynie położone malowniczo w jaskiniach w wapiennych skałach porośniętych lasem deszczowym. Po drodze do Cameron Highlands.

➡️ Malajskie Borneo

  • orangutany w Sepilok – jest tu kawał gęstej dżungli, w której mieści się centrum rehabilitacji tych przesłodkich zwierząt (na pierwszym zdjęciu). Łatwy dojazd busem lub Uberem z Sandakan.
  • Wyspy Tunku Abdul Rahman – rajskie wysepki niedaleko Kota Kinabalu, idealne na całodniową wycieczkę i snorkeling. Sporo rejsów w ciągu dnia, łódki wypływają z portu w Kota Kinabalu.
  • Rzeka Kinabatangan – jedno z najbardziej niesamowitych miejsc Borneo, dzika rzeka pośrodku dziewiczego lasu deszczowego, płynąc łódką przez las możecie podziwiać nosacze, makaki, krokodyle, lamparty, węże, tropikalne ptaki, małe słonie i inne zwierzęta w ich naturalnym środowisku. Dojazd skomplikowany, najlepiej dogadać się na transport z rodziną, u której wynajmuje się kwaterę.

  • Ba Kelalan – 9 malutkich wiosek, położonych w samym sercu prawdziwej borneańskiej dżungli w górach Maligan Highlands przy granicy z Indonezją, zamieszkiwanych przez rdzenne plemiona Lun Bawang, które żyją z tradycyjnej uprawy ryżu, polowań i rybołówstwa. Doświadczenie jedyne w swoim rodzaju. Można do nich dotrzeć tylko samolotem lub wielogodzinną przeprawą samochodem terenowym przez dżunglę z małej mieściny Lawas (7 godzin drogi w dobrych warunkach, ok 150 km).

  • Lambir Hills – park narodowy w okolicy Miri, piękny las deszczowy z trasami trekkingowymi do wodospadów, w których można się kąpać. W sam raz na całodzienną wycieczkę, z Miri najlepiej jechać autobusem.

  • Gunung Mulu – chroniony las deszczowy z całkiem wysokimi górami (ponad 2 tys. m n.p.m.) i jednymi z najwiekszych jaskiń na świecie, miejsce wielu podróżniczych eskapad, można do niego dotrzeć tylko samolotem.
  • Morscy cyganie Bajau Laut – nomadzi żyjący na łodziach i prowizorycznych drewnianych domkach na palach wynurzających się wprost z turkusowych lagun, niedaleko miasta Semporna – do dopłynięcia wynajętą łódką.
  • Danum Valley Conservation Area – ogromny obszar zupełnie dzikiego lasu deszczowego, ściśle chronionego, część jest udostępniona turystom i można wybrać się na zorganizowaną wycieczkę, żeby zobaczyć nosacze, orangutany, dzikie świnie, słonie, lamparty i inne zwierzęta.
  • Mt Kinabalu i okoliczny park narodowy – najwyższy szczyt Borneo (4095 m) otoczony gęstą dżunglą, wspinaczka na sam szczyt zajmuje ok. 3 dni, do zrobienia tylko z przewodnikiem.
  • Plażowanie i nurkowanie – w okolicach Semporny znajdują się rajskie wysepki (Mabul, Sipadan, Kapalai, Sibuan, Mantubuan) z niesamowitymi turkusami, są na nich centra nurkowe i ekskluzywne hotele w stylu malediwskich domków na wodzie 😀

4. Koszty życia

Generalnie jest tanio. Jeśli chodzi o zakwaterowanie to w większości miejsc można znaleźć bardzo tanie i przyjazne hostele/ guesthousy w cenie ok. 30 zł za pokój dwuosobowy, natomiast w najbardziej turystycznych miejscach jest o wiele drożej (80-100 zł za pokój dwuosobowy). W dużych miastach znajdziecie za to wypasione hotele z basenami na dachu w cenie od ok 100 zł za pokój dwuosobowy. Jeśli chodzi o wyżywienie, to w miastach najlepiej jeść na ulicznych straganach: nawet jeśli nie wygląda (jak na zdjęciu – najlepsza kawa z siatówki) to i tak zawsze jest pysznie, świeżo, różnorodnie i bardzo tanio (tak do 5 zł za posiłek).

Na małych wyspach jest trochę drożej, np. na Perhentian Besar płaciliśmy ok 7-10 zł za obiad. Z kolei w dżungli nie ma innego wyjścia jak żywić się u rodziny, u której wynajmuje się pokój i to jest zdecydowanie najdroższa opcja (najwięcej płaciliśmy 100 zł za osobę z noclegiem i wyżywieniem), ale z drugiej strony niepowtarzalna okazja spróbowania autentycznej domowej kuchni. W ogólnym rozrachunku za 3 tygodnie bardzo mocnego podróżowania i nie oszczędzania na atrakcjach wydaliśmy ok 4,5-5 tys na głowę ze wszystkimi biletami lotniczymi włącznie.

5. Transport

Transport w Malezji jest bardzo prosty i tani, między miastami jeździ dużo autobusów, wygodnych do spania, natomiast koniecznie trzeba mieć coś ciepłego do ubrania, zatyczki do uszu i coś na oczy – mieliśmy sytuację, że kierowca rozkręcił klimę na maksa, włączył swoje hity, a do tego świeciły się upierdliwe niebieskie lampki. Można też w dobrych cenach przemieszczać się samolotami (głównie Air Asia) – np. z Penang na Borneo (dobre kilka godzin lotu) płaciliśmy kilkanaście dolarów za bilet. W dużych miastach jak George Town czy Kuala Lumpur bardzo sprawnie działa transport miejski, ale też niesamowita jest ilość Uberów/ Grabów – i to nawet w małych miejscowościach! Ceny bardzo niskie, czasem bardziej opłacało się podjechać Uberem niż autobusem.

Zdarzało nam się co prawda kilka razy łapać stopa, ale tylko w totalnych zadupiach na Borneo i był to albo nasz wybór (nie chciało nam się czekać na autobus) albo niedokładne rozeznanie (okazywało się, że autobusa jednak nie ma). W większości przypadków nie było żadnego problemu ze stopem i tylko raz płaciliśmy za przejazd – ale wtedy miły Pan podwiózł nas jakieś drobne 350 km, czyli 7 godz. drogi 🙂

6. Ludzie

Hindusi i Malajowie są przemili, pomimo zupełnie innych kultur bardzo tolerancyjni, otwarci i pomocni, a Malajowie to zdecydowanie najsympatyczniejsi muzułmanie jakich spotkaliśmy. W większych miastach w ogóle nikt na nas nie zwracał uwagi ani nie zaczepiał, a w razie pytania pomagał bezinteresownie. Z kolei w małych miejscowościach byliśmy atrakcją turystyczną, ale w przyjemnym znaczeniu – wszyscy nas pozdrawiali, niektórzy pytali się skąd jesteśmy, jak tam u nas jest, chcieli pogadać, zapoznać się, poradzić gdzie możemy się wybrać. Mniej podpasowali nam Chińczycy ze swoją ekspansywnością i szorstkością, po pewnym czasie zaczęliśmy więc unikać chińskich knajp i sklepów (co czasem było trudne!) Z tego co dowiedzieliśmy się od Malajów na Borneo, to Chińczycy masowo wykupują borneańskie ziemie, przejmują przedsiębiorstwa, a ich firmy zajmują się wydobyciem ropy naftowej i uprawą palm olejowych na gigantycznych plantacjach (zobaczcie jaki to ogrom, tam wszędzie był kiedyś las deszczowy (!!!) – na zdjęciu poniżej), co wiąże się niestety z wycinką lasów deszczowych – generalnie po chińskich willach było widać spore bogactwo…

7. Pogoda

Temperatury są wysokie przez cały rok, ale jest też sporo opadów, które z kolei zależą głównie od monsunów. Monsun południowo-zachodni wieje od kwietnia do września, a monsun północno-wschodni – od listopada do lutego. Monsuny najbardziej odczuwalne są na wyspach, które w pewnych porach są po prostu zamykane. Dlatego jadąc w marcu wybraliśmy wyspy wschodniej części – wtedy skończył się tam monsun i pogoda była przeważnie słoneczna. Generalnie jadąc do Malezji trzeba się liczyć z tropikalnymi ulewami i bardzo dużą wilgotnością powietrza – ale z drugiej strony jest tam cały czas tak ciepło, że nawet w totalnej zlewie chodziliśmy po parku i kąpaliśmy się w morzu 🙂